• Wpisów:96
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis:6 dni temu
  • Licznik odwiedzin:4 793 / 1954 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Piękny ślub, a tuż potem uroczysty obiad i kolacja dla najbliższych. Smacznie, bogato, trochę alkoholowo, ale bez przegięć. Radosna to chwila, gdy po 13 latach razem, tak zwyczajnie i bez jakiejkolwiek presji przychodzi moment, gdy dwie wspaniałe osoby decydują się powiedzieć "tak".

Na starość robię się coraz bardziej sentymentalny i powiem Wam, że zaczynam mieć dość... norm. Dość tego, jak hetero pary siedzące dookoła odwracają wzrok od wielkomiejskiego gejucha bojąc się oceny albo odczuwając nieuzasadniony dyskomfort mówiąc o swojej rodzinie, porodach, czy obsranej pieluszce swojego dzieciaka.

Uważam siebie za człowieka, który nie okazuje niechęci czy antypatii swoim rozmówcom. Słuchając historii różnych ludzi zapewniam im poczucie pełnej wyrozumiałości. Umiem słuchać, umiem też radzić, ale robię to wyłącznie gdy otrzymuję jasny przekaz, że jest to potrzebne. Nie ma niczego gorszego od niechcianych rad.

Jest mi przykro, bo to naprawdę nie jest moja wina, że ci instagramowi - wzorowi - nowocześni rodzice nie są pewni dokonanych przez siebie wyborów.
Ja jestem pewny swoich. Jestem pewny swoich zainteresowań, ambicji, marzeń i celów. Za ich realizację płacę ogromną cenę i liczę się z nią. Nie mam domu, partnera, dzieci, nie mam nawet stałego kochanka, z którym mógłbym pójść razem do kina albo do którego mógłbym się przytulić w takich ponurych chwilach, jak dziś, jak teraz.

Dlaczego tak często młodzi rodzice dają mi odczuć, że jestem odmieńcem? Dlaczego wpędzają mnie w poczucie inności? Dlaczego nie są oni dumni ze swojego potomstwa, które pięknie się rozwija i będzie ich pocieszać na starość? Mnie nikt nie będzie wspierać na stare lata i jest to konsekwencją dokonanych przeze mnie wyborów. A przecież moje wybory nikomu nie robią krzywdy.
Mam takie przemyślenie, że w tym niepoważnym kraju pełnym niepoważnych ludzi, każdy kto nie idzie utartym schematem budowania rodziny jest zwyczajnie uznawany za kogoś gorszej kategorii. Kogoś, kim trzeba pogardzać i z kim nie warto rozmawiać. Smutne w chuj, zawsze to samo.
  • awatar Mały Ja: Twoje przemyślenie jest przykre ale prawdziwe. Znam je bo mam to samo. Ja nie mieszkam w Polsce i nie mam tego na codzień, ale z każdym przyjazdem czy innego rodzaju zetknięciem się z ludźmi stąd, zaczynam czuć się podobnie. To mega dołujące kiedy nikt nie szanuje cię za twoje własne, przemyślane wybory tylko zaczyna postrzegać cię jako wybrakowaną jednostkę bo nie poszedłeś tradycyjną drogą.
  • awatar Mokolet: @tease: Ludzie znajdują się na różnych poziomach rozwoju osobistego. Jedni mają rozpracowane pewne tematy i alternatywne rzeczywistości, inni z kolei mają klapki na oczach i jadą jak czołg, bezrefleksyjnie atakując każdego, kto ma inne cele i wartości. Taka jest niestety nasza polska rzeczywistość.
  • awatar tease: Zgadzam się, mam dokładnie takie same przemyślenia. Ale tu nie chodzi tylko o schemat budowania rodziny. Wystarczy mieć inne poglądy i podejście do życia niż większość i już traktują cię jak kogoś gorszego. Prawda, bardzo to smutne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obejrzałem Maleficent 2. Ta część nie jest aż tak dobra jak pierwsza, ale zawsze miło jest popatrzeć na Angelinę Jolie z rogami i uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Niedługo Halloween, gdybym był kobietą...
Jutro planuję obejrzeć Hustlers z Jennifer Lopez. Po ostatnim filmie z jej udziałem (Second Act) mam dość wysokie oczekiwania.

A teraz kilka słów o życiu. Wszystko pędzi, znowu dodaję wpis z ubera. Kierowca ma piękne oczy, chętnie bym z nim trochę poświrował. Fajnie by było, gdyby spojrzał na mnie tymi właśnie oczami!
  • awatar Harvey1: Muszę właśnie skoczyć na Maleficent 2, bo pierwsza część bardzo mi się podobała, no i przy okazji też jestem fanem Angeliny :D Tymczasem dzisiaj wybieram się na Jokera
  • awatar Mały Ja: Nie oglądałem pierwszej części i nawet nie wiedziałem, że wychodzi druga :D Muszę nadrobić!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Gdybym mógł zacząć życie od początku, chciałbym od zawsze mieć świadomość, że nigdy nie będzie lepszej pory na zmiany. "DZIŚ" zdradza nasze prawdziwe priorytety, tłumaczy dlaczego ludzie się rozstają i czy podążają za swoimi pragnieniami.

"Dziś" wie o nas najwięcej. Wie nawet jak zachowany się jutro. Wie na co poświęcamy czas i czy będzie to coś dobrego, pustego, ambitnego, rozwojowego, a może fizjologicznego.

Czas się kurczy. Jeśli zmiany to dziś albo nigdy.
 

 
W ten weekend Kraków był naprawdę piękny! Pogoda była doskonała zarówno na spacery, jak i szalajanie się po pysznych knajpach, a nawet odrobinę ukulturalnienia. Wiedziałem, że potrzebuję małego urlopu, ale dopiero po fakcie odczuwam jego zbawienne skutki.

Dorwałem książkę o sztuce buddyjskiej i choć jest to publikacja o charakterze naukowym, muszę przyznać, że czyta się ją naprawdę świetnie. Mam zatem alternatywę dla śledzenia aktywności na Facebooku, czy też konsekwencji wyniku wyborów.

Sprawdziłem, że jeżeli nie zależy Ci szczególnie na dużym bagażu, wypierdoling z kraju można zrobić nawet za 250 złotych.

I tyle o wyborach, bo wolę skupiać się na pozytywach ostatnich dni. Udało mi się zagrać w planszówkę This War of Mine i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jeżeli lubicie rozbudowane gry fabularne, niezależnie od tego czy klimat wojenny Was interesuje (mnie, urodzonego pacyfistę wojna, broń i polityka zwyczajnie obrzydzają) obok tej rozgrywki nie da się przejść obojętnie. Decyzje podejmowane w trakcie, a także rozbudowane opisy w księdze skryptów mocno wpływają na wyobraźnię i pozwalają przenieść się młodym ludziom do zupełnie nieznanych realiów, gdzie liczy się to, czy masz co jeść, pić i czym się obronić.

To nie jest gra, w której chodzi wyłącznie o zwycięstwo i przeżycie - to, co naprawdę wpływa na graczy i decyduje o satysfakcji z rozgrywki to katastroficzne, a wręcz apokaliptyczne wydarzenia, których za żadne skarby nie chcielibyśmy zaznać w prawdziwym życiu.
Już po pierwszej rozgrywce przyśniła mi się wojna...

This War of Mine - polecam!
 

 
Jesień za oknem, a za moment będzie gorzej, bo zima, a wtedy to zarówno wstawanie, jak i docieranie wszędzie stanie się dodatkowo problematyczne.

Nawet nie mam ochoty umawiać się na randki, bo w taką pogodę włosy wyglądają po prostu koszmarnie, a ponadto nie da się ubrać odpowiednio ciepło ani odpowiednio zimno.

Przechadzając się po okolicy chowam się pod kapturem, dzięki temu jest mi przynajmniej odrobinę mniej mokro. Zupełnie nie mam ochoty na te przechadzki - czekam na odkrycie teleportacji.

Ratunku od przygnebiającej szarzyzny szukam w jedzeniu - im więcej, tym lepiej, byle nie gotować tego wszystkiego samemu.

I negroni jeszcze, moja nowa, odwzajemniona miłość.
  • awatar Mokolet: @Harvey1, @Mały Ja: No cóż, za niecały tydzień znowu będzie 20 stopni!
  • awatar Mały Ja: To ja mam tak, że czekam zawsze na wrzesień i koniec lata bo mam zjazd energii przez całe lato na mojej szerokości geograficznej :D Ale wiem, że w Polsce październik i listopad są turbo chujowe :D
  • awatar Harvey1: Jak zrobiło się chłodniej to poczułem od razu taki zjazd energii. Teraz jeszcze trochę odżyłem, bo ostatnio było bardzo przyjemnie, ale skoro szykuje się 10 stopni i deszcz to będzie źle. I rzeczywiście wielu rzeczy po prostu się odechciewa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kiedyś to był taki ważny dzień! Koleżanki z klasy tygodniami planowały atrakcje i prezenty na Dzień Chłopca... Wtedy wydawało mi się, że w takie dni nadzwyczajne traktowanie po prostu mi się należy.

A dziś?
Dziś dosłownie nikt nie złożył mi życzeń - najwyraźniej chłopcem już nie jestem i nikt nie zamierza udawać, że jest inaczej.
Dziś rozumiem, że obchodzenie jakichkolwiek świąt nie jest obowiązkowe i od świata nie należy mi się nic.
Dziś po prostu położę się spać.
  • awatar Mokolet: @Mamusiaczek, @Judyta Zagubiona: Dziękuję za przemiłe słowa :) Oby i na Was czekały tak miłe zaskoczenia, jak te, których mi dostarczyłyście!
  • awatar Judyta Zagubiona: Wogóle nie lubię 'świąt' typu walentynki, dzień kobiet, dzień chłopaka, dzień mężczyzny, dzień nauczyciela etc. dla mnie to takie wymuszone, mojego faceta staram się codziennie traktować jak w największe święto, i on mnie zresztą też. O jeden dzień spóźnione ale szczere wszystkiego naj w Twoim życiu! P.S. każdy facet ma coś chłopca, a każda kobieta coś z dziewczynki!
  • awatar Mamusiaczek: Spoznione ale wszyatkiego najlepszego kolego z pingera!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zacząłem umawiać się ze starszymi paniami.
Same one są zdziwione, że "tak młody dżentelmen i to jeszcze tak często chce się z nimi widywać".
Z kobietami w pewnym wieku można omówić wiele pasjonujących tematów. I prostych, i trudnych, i poważnych, i naiwnych. Z klasą, bez roszczeń, kulturalnie, bezpiecznie. Na poziomie.
Choć sformułowanie "na poziomie" kojarzy mi się głównie z filmem Galerianki, faktycznie niedawno zauważyłem, że chłopcy, panowie i mężczyźni z reguły nie są w stanie zabawić mnie rozmową, bo wciąż i wciąż trafiam na takich, którzy nie są właśnie na poziomie.
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Wszędzie. W pracy, sklepie, na imprezie... Dosłownie wszędzie!
  • awatar Mały Ja: Serio ze starszymi paniami? Ale, że jak? Gdzie je wynajdujesz? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czy życie jest naprawdę aż tak ciekawe, że aż wszyscy przestali tu pisać?
  • awatar Mokolet: @Janio: Nie ma niczego złego w poświęceniu życia pracy jeśli to, co robisz sprawia Ci przyjemność ;)
  • awatar Janio: W moim przypadku jest wręcz przeciwnie. Zajmuje się praca i konsumpcja - ostatnio ze smutkiem stwierdziłem ze poza praca nie mam zbyt wielu tematów do rozmów.
  • awatar Gość: @helloitsme.katia: błahahahaha no wróciła ale na podniesienie poziomu Pinger niestety to się nie przełoży
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Niespodziewanie "To 2" bogaty jest w emocjonujące wątki gejowskie. Jedna z pierwszych scen z pobiciem zwyczajnie wbiła mnie w fotel i moim zdaniem wrażenia nie zrobi jedynie na ludziach z betonu. Pierwsza część była w mojej opinii beznadziejna, tymczasem drugą nawet polecam.

A tak poza tym, z ciekawostek z życia, chłopak z którym ostatnio sypiałem oznajmił mi (po bardzo udanym nunerku), że za dwa tygodnie wprowadza się do niego... jego wieloletni chłopak.
Zgodnie z ostatnimi planami, mieliśmy jechać razem na wakacje. I w ogóle to nawet myślałem, że nasze nieobowiązujące barabara pasuje nam obu.
Prawdę mówiąc, to nawet za bardzo ze sobą nie rozmawialiśmy - uznałem, że im mniej zaangażowania wjedzie z mojej strony, tym większa szansa na uniknięcie zbędnych dram (aha, jak widać na załączonym obrazku).
Okazuje się, że nie mam szczęścia ani do związków, ani do niezwiązków. Nie chcę krzywdzić tamtego biednego, nieświadomego chłopaka, który wprowadza się do Polski zza granicy - ja bym tego nie zrobił dla byle kogo i nie chciałbym być potraktowany w taki sposób.
W pojedynkę jest naprawdę wspaniale, po co to zmieniać, skoro ludzie są aż takimi kurwami.
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Wierz mi, że ja też. Wszyscy rzucają słowa na wiatr, dla nikogo nic już nie ma znaczenia...
  • awatar Mały Ja: @Mokolet: Ale się młyn z tego zrobił, mam dosyć takich nieodpowiedzialnych ludzi.
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Mieliśmy się dziś zobaczyć i pogadać, ale obstawiam, że zabraknie mu odwagi na poważną rozmowę. Co do jego chłopaka, nie zamierzam im bardziej komplikować życia. Przecież skoro on ma takie podejście, ich bajka zbyt długo nie przetrwa. Tym bardziej kiedy już zamieszkają razem, nie uda mu się ukryć ewentualnych kochanków. Nawet jeśli dziś / jutro usłyszę, że między nimi koniec, to i tak się pożegnamy. Nie potrzebuję nikogo, kto będzie mi wywijał numery. Już i tak jestem w plecy przedpłatę za wspólne wakacje...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Kulminacja emocji z tego weekendu doprowadziła mnie do charakterystycznego dla mnie pasywno agresywnego wyładowania złej energii. Mniejsza o większość, gdybym opisał o co chodzi ze szczegółami, prawdopodobnie nikt by tego nie zrozumiał. Nawet nie będę próbował, ograniczę się jedynie do puenty - tego dnia przekonałem się, że z moimi uczuciami nie liczy się absolutnie nikt. Nie mam nawet prawa poczuć się zraniony.
W tym wszystkim najgorsze jest to, że nieważne jak zostanę potraktowany i jak bardzo racja będzie po mojej stronie - dla najbliższych mi ludzi zawsze znajdzie się osoba, której dobre samopoczucie będzie ważniejsze, niż moje.
 

 
Poznaliśmy się tu. Właśnie tu. Dobre dziesięć lat temu. I przez te dziesięć lat nigdy nie udało nam się spotkać we właściwym dla obu z nas momencie.

Już od dłuższego czasu uważam, że los podsunął nam szczęście pod nos. Pięknie zapakowany prezent na złotej tacy z wygrawerowanym "weź mnie". Wystarczyło jedynie rozpakować i brać. Byliśmy młodsi, pełni obaw, złudzeń i choć nigdy nie byliśmy głupi, nie wzięliśmy tego prezentu doszukując się w nim podstępu od losu. Obaj spodziewaliśmy się, że to co zostało tak pięknie podane nie może być prawdziwe i musi skrywać zgniłe wnętrze.

Tymczasem prawda jest taka, że wnętrze prezentu było jeszcze piękniejsze, niż opakowanie. Nie byliśmy wtedy gotowi na to szczęście, więc szukaliśmy go dalej i znaleźliśmy je w zupełnie innych miejscach. Teraz nasze szczęścia są równie pięknie zapakowane, zaczęły nawet ślicznie pachnieć, rozkwitać i każdego dnia dawać nam powód, by żyć. To, co kłuje w oczy to fakt, że nasze dzisiejsze szczęścia są znacznie mniejsze niż to jedno, na które natrafiliśmy razem.

Każdego dnia czujemy się wygrani, jednak w ogólnym rozrachunku przegraliśmy z kretesem. Los chciał nam pomóc, więc skrzyżował nasze drogi przedwcześnie. Trochę nie wyszło...

Nasza historia znowu zaczyna mnie wzruszać i nie jest to jedynie zwyczajny sentyment. To w końcu w tych oczach i tym uśmiechu się zakochałem, w dokańczaniu za siebie zdań i rozumieniu się wzajemnie zanim jeszcze padnie ostatnie zdanie. Zakochałem się po uszy w tym dialogu, ambicjach, planach, przemyśleniach...

Hmm. Czy te uczucia są i mogą być prawdziwe?
  • awatar Mokolet: @Janio: Pinger lepszy niż Tinder? :D
  • awatar Janio: To były piękne czasy! Ja tutaj pośrednio poznałem miłość swojego życia !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy myślisz o miłości życia, to co widzisz? Tego jedynego, z którym kiedyś nie wyszło? Kilku byłych "tych jedynych"? A może kogoś, kto jeszcze się nie pojawił, ale wierzysz, że Wasze drogi kiedyś się przetną?

Spotkania po latach to moja specjalność. Rozgrzebywanie starych historii, ran i uczuć - o tak, w tej konkurencji nie mam sobie równych.

Mija czas, zmieniamy się i stajemy coraz okropniejsi, zdystansowani, zmanierowani, zafiksowani na korzyściach i wygodzie. Kiedy wracam myślami do romantycznych lat młodości zdaję sobie sprawę z tego, że w wizjach przyszłości z pewnością nie miało być tak, jak jest teraz... co nie znaczy, że nie jest dobrze. Jest bardzo dobrze! Bez zobowiązań, spięć, niepotrzebnych dylematów, emocji i wyrzutów sumienia... A ja kocham ten stan!
  • awatar Mały Ja: Każdy etap życia cieszy się swoimi wizjami pewnych rzeczy. Fajnie to obserwować i iść z nurtem.
  • awatar Janio: Chłopak jest albo nie ma. Prace masz przez całe życie !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Ten film wzorowo niszczy mózg... Polecam!
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Warto. Nie przejdziesz obok tego filmu obojętny, słowo!
  • awatar Mały Ja: Właśnie poluję na niego. U mnie już w kinach więc może się wybiorę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Punktem kulminacyjnym tego tygodnia był moment, gdy znalazłem w swoim lunchu żuka. Pan żuk postanowił wskoczyć do garnka z moją ulubioną wieprzowiną w sosie teriyaki i dać się ugotować jednocześnie kurczowo trzymając się kawałka równie dowcipnej marchewki.

Jednym ze stałych elementów mojego służbowego dnia są zespołowe lunche. Mój team jest naprawdę świetny, dlatego też spędzanie przerwy w grupie sprawia nam wszystkimi sporo radości. Jedzenie w grupie to dla mnie ogromna frajda - w czasie służbowych podróży jestem w końcu zdany tylko na siebie.

Szkoda, że poznaliśmy się z żukiem w tak fatalnych okolicznościach - nie dość, że on nie przeżył, to jeszcze musiałem wyrzucić ponad połowę lunchu... Niby nic by mi się nie stało gdybym jadł dalej... no ale jednak nie, to wyzwanie było dla mnie zdecydowanie nieosiągalne...
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Dokładnie... W chwili, gdy zobaczyłem żuka wyobraziłem sobie, że cała kuchnia w tym barze jest zarobaczona i te żuki maszerują sobie do gara większą grupą... Fujka!
  • awatar Mały Ja: O kurde, sam nie wiem co bym zrobił w takiej sytuacji. Niby myślisz 'fuj, robal'. A z z drugiej strony on się przecież ugotował, odkrajasz kawałek z żukiem i jesz dalej. Niby kontrowersyjne a w sumie normalne. Łatwo oczywiście mówić z perspektywy czytającego ten wpis, kiedy taka sytuacja cię zaskakuje to pewnie regaujesz z obrzydzeniem i wyrzucasz całość. No sam nie wiem co bym zrobił :O
  • awatar Popularny Pleonazm: Biedny Pan Żuk...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Na ile dążymy do kochania, a na ile do posiadania na własność swojego partnera? Czy nie pogubiliśmy się w rozumieniu i realizowaniu szczęścia we dwoje? Chorobliwa chęć zawłaszczenia drugiej osoby nie może prowadzić do niczego dobrego.

Wolność i przestrzeń są dla mnie ostatnio wyjątkowo istotnymi aspektami budowania wszelkich relacji - służbowych, koleżeńskich, sąsiedzkich i przyjacielskich. Tak samo mocno jak sam nie czuję się gotowy na związek, tak odnoszę wrażenie, że nikt nie jest gotowy na związek ze mną.

Dotychczas swoją wartość postrzegałem poprzez liczbę ciężarów, które byłem w stanie wziąć na swoje barki. Osaczająca praca, osaczający chłopak, osaczające przyjaźnie, osaczające codzienne obowiązki, osaczające zobowiązania i na dopełnienie: osaczający ja.

Wraz ze stopniowym zgłębianiem narzędzi buddyjskiego bon zacząłem odnajdować swoją zagubioną duszę. Pogoń za duszą otworzyła mnie na tyle, by zrewidować dotychczasowe poglądy i zaobserwować, że typ relacji opartej na swobodzie można budować wyłącznie z dojrzałymi i świadomymi swojej wartości osobami. Należy pamiętać, by nie zarzucać partnera odpowiedzialnością za siebie i tak samo partner nie może czuć presji odpowiedzialności za drugą osobę.

Od dzieciństwa jesteśmy otoczeni modelem klasycznych związków monogamicznych. Nieważne, czy są to związki hetero, czy homoseksualne - bajki Disneya, przypowieści biblijne, opowieści dziadków i literatura dziecięca wtłaczają nas w fałszywy obraz szczęścia i spełnienia zbudowanego poprzez pięknie zapakowane ograniczenia.

Kiedy widzisz piękny kwiat możesz go zerwać i umieścić na kilka dni w wazonie. Możesz też podziwiać go bez ograniczeń z bliska i pozostawić na miejscu bez konieczności pozbawienia go dotychczasowego życia.

Dalajlama ma na to całkiem niezłą wskazówkę:

"Podaruj tym, których kochasz
skrzydła, by mogli latać,
korzenie, aby wracali
i powody, aby pozostali."
  • awatar Noope: @Mokolet: Ale hej, relacje budowana na egoizmie jest bardzo słaba i może dlatego nie jest trwała?
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Właśnie dlatego tak bardzo ważna jest samoświadomość - ukryte w ludziach schematy wynikające z kultury i wychowania wymagają zrewidowania. Nie da się przecież budować relacji na bezkrytycznym egoizmie.
  • awatar Mały Ja: Faktycznie jest coś takiego, podzielam Twoje zdanie. Jesteśmy mega przesiąknięci wzorcami zależności w związkach. Dodajmy do tego dzisiejsze czasy, gdzie każdy chce być niezależny, ale też szuka zależności od tej drugiej osoby.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Siła przywiązania - kto jej nie zna? Wspomnienia ubarwione w pamięci nie ułatwiają racjonalnego podejścia do "przyjaciół" - sentyment i słabość do kogoś potrafią zdrowo namieszać w głowie.

Wreszcie przychodzi dzień, kiedy potrzebuje się namiastki tego, co ofiarowało się innym. Odrobiny zainteresowania, uwagi, zwyczajnego zapytania "co słychać" i czy na pewno wszystko jak zawsze jest w porządku. Szczególnie, gdy odpowiedź brzmi "nie" i kiedy przez chwilę wszystko zdaje się walić.

Zdaję sobie sprawę, że potrzeba co najmniej kilofa, żeby dobrać się do mojego wnętrza, ale po latach znajomości, czy mówiąc trafniej - przyjaźni - mogę chyba oczekiwać, że kiedyś w końcu w naszych pogawędkach choć przez moment skupimy się na mnie..?
  • awatar baci: Jeżeli nie otrzymamy, choć namiastki tego zainteresowania naszym problemem od przyjaciela ... czas zakończyć taką "jednostronną" przyjaźń:( Uwierz warto. Ja skończyłam z przyjaciółką, która była mi "siostrą" od 25 lat. Boli, ale warto.
  • awatar Mały Ja: Nienawidzę tego momentu kiedy po latach czy miesiącach skupianiu się na przyjaciołach ty nagle potrzebujesz bycia przez chwilę w centrum albo po prostu zwyczajnie trochę uwagi i zrozumienia i tego wcale a wcale nie dostajesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Odkryłem dziś kominek zapachowy typu backflow w kształcie siusiającego chłopca.




Idealny prezent na parapetówkę mojej przyjaciółki - już słyszę jej śmiech.
 

 
Daleki jestem od twierdzeń, że kiedyś było lepiej, ludzie bardziej się szanowali, prawdziwie kochali, a cała rzeczywistość miała w sobie więcej wyjątkowości niż dziś. Bla bla bla, tak od lat mówią starzy ludzie, z którymi póki co na szczęście nie łączy mnie jeszcze zbyt wiele. Oby tak zostało jak najdłużej, nie chcę być zgorzkniałym smutasem zmagającym się z chorobami, zmęczeniem i ciągłym brakiem pieniędzy. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka.

Faktem jest, że w przeszłości było inaczej, ale w wielu kwestiach mimo wszystko wciąż jest tak samo.

Strange Angel pochłonął mnie doszczętnie w tym tygodniu. Dopiero przed chwilą poczułem jak bardzo, kiedy dotarła do mnie informacja, że już za dwa tygodnie rozpoczyna się drugi sezon. Uffff.

Z pozoru nie jest serial pierwszego wyboru. Ostatnio odnoszę wrażenie, że niskie oceny filmów są wyznacznikiem czegoś dobrego (trudno się dziwić, skoro większość ludzi jest prosta, głupia i/albo bezrefleksyjna). Każdy kto dotrwa do trzeciego odcinka z pewnością poczuje klimat i będzie chciał więcej.

Wspominam o tym serialu dlatego, że obserwując losy bohaterów osadzonych w realiach lat czterdziestych XX wieku zastanawiam się nad swoją "postępową otwartością" zwaną lakonicznie puszczalstwem.

Abstrahując od tego, że spotykam się jedynie z facetami (co w naszym kraju wciąż jest kontrowersyjne), że (zagranicą) nie mam problemu z pocałowaniem się w restauracji z dopiero co poznanym chłopakiem, że co jakich czas umawiam się na seks z byłym, a w czasie przypadkowej imprezy zapraszam 10 lat młodszego nieznajomego na randkę kierując się tym, że jest jedynie piękny z twarzy, choć ma na niej wypisane, że jest kolejnym zapatrzonym w siebie pojebem...

... albo nie. Może lepiej będzie, jeśli nie dokończę tego zdania. Jeszcze raz.

Mam dużo szczęścia, że żyję właśnie w tych czasach. Ciekaw jestem swojego kolejnego wcielenia - jaki będzie świat, gdy odrodzę się ponownie. Czy znowu spotkam na swojej drodze te same dusze? A może świadomość i reinkarnacja to tylko bajka? No ale jaka bajka, skoro wszyscy doświadczamy prawa karmicznego.

Bardzo lubię ten świat pełen nieprzypadkowości, gdzie sztab ludzi pracuje nad designem nowej butelki szamponu, czy nadruku na koszulkach sprzedawanych za grosze na całym świecie.

Rzeczy może i nie dają szczęścia, ale z pewnością zasługują na szacunek. Wszystkie są przecież wytworem natury, maszyn, czy pracy ludzi. Krem do twarzy, smartfon, samochód, rakieta - ile pracy, prototypów, pieniędzy i czasu kosztowało stworzenie każdej z tych rzeczy, które uważamy za zwyczajną codzienność?

Świat jest niesamowity. Ile piękna i wartości ignorujemy każdego dnia z przyzwyczajenia? A mowa tu tylko o rzeczach - co by było, gdyby przyjrzeć się bliżej mniej i lepiej znanym ludziom?
 

 
Tęsknię za czasami,
gdy cudza historia miłości była pasjonująca,
gdy myśli Carrie Bradshaw odkrywały przede mną konwenanse świata dorosłych,
gdy sądziłem, że w życiu kocha się tylko raz i nie naraz
oraz gdy nie było powodu, by się gdziekolwiek spieszyć.

Gruby leń zamknięty przed światem

Jak bezpiecznie, a zarazem jak fatalnie i obleśnie...
 

 
Umówiliśmy się na wczesną kolację. Niesztampowe rybne carpaccio i peruwiańskie seviche zdradzały, że przede mną ciekawa noc.

Pierwsza rozmowa twarzą w twarz - jak to z reguły bywa w takich sytuacjach - była karuzelą emocji. Raz na wozie, raz pod wozem, ale na tyle pozytywnie, by przemieścić się do kolejnego lokalu.

Wypiliśmy więc kilka mocnych drinków. W pewnym momencie (dość niespodziewanie) zaczęliśmy się całować. Ludzie przy stolikach dookoła oniemieli, a po chwili zostaliśmy sami - chyba widok dwóch całujących się kolesi nie przypadł im do heteroseksualnego gustu.

Spotkanie trwało w najlepsze, alkohol lał się dalej, a po chwili, kątem pijanego oka, dostrzegłem moją kumpelę z pracy i naszego szefa. Znajomi dosiedli się do nas i w rozbrajająco zabawny sposób zaczęli wypytywać nieznajomego o wszystko co dla niego ważne i najważniejsze.

Randka zmieniła się więc na moment w koleżeńskie spotkanie bez puenty. Mój szef (co chyba najbardziej pokręcone w tej historii) bawił się naprawdę dobrze. Podpita kumpela przyłapała mnie i nieznajomego na kolejnym buziaku. Skomentowała go stwierdzając, że jeszcze nigdy nie widziała tak romantycznego pocałunku. Coś w tym jest - popłynęliśmy.

Kiedy znowu zostaliśmy sami, zdecydowaliśmy się na pieszy spacer - ja w kierunku hotelu, on w kierunku swojego mieszkania. Szliśmy więc spory kawałek za ręce, ale i kilka razy zrobiliśmy sobie przerwę na dłuższy pocałunek.

Kiedy przyszedł czas żeby się pożegnać, pognałem zygzakiem pod prysznic, a następnie prosto do spania. Trudno nam było się od siebie odkleić, nie było jednak innego wyboru, w końcu godzina już była późna, a czekał nas kolejny, intensywny dzień w pracy.

Rano myślałem, że to wszystko było jedynie miłym snem. Chwilę po przebudzeniu dostałem potwierdzenie, że następnym razem widzimy się już za miesiąc.
 

 
To była naprawdę piękna majówka. Nie było dnia, żebym nie zaszalał - zaliczyłem kilka imprez, klub, domówkę, awanturę z obcymi, byłego, doskonałe jedzonko i domowe SPA. Wszystko, co najlepsze w ciągu zaledwie kilku dni!

Protip tygodnia: wklepuj w twarz rybi kolagen dwa razy dziennie, a nie będziesz mógł opędzić się w klubie od rozochoconych dwudziestolatków. Na tego, który Ci się najbardziej spodoba oczywiście czar nie zadziała, ale nie szkodzi. Jak to mawiają, lepszy rydz, niż nic. Kolejne serduszko zostało skradzione! Choć było intensywnie, to czas nie minął mi przesadnie szybko. Mogę więc iść do pracy z poczuciem spełnionego obowiązku

Zastanwiam się jak daleko taki hedonizm leży od buddyzmu. Cicho liczę na to, że mój frywolny styl życia nie wyklucza się z buddyjskim spokojem. Trochę już się w nim trochę rozsmakowałem.
  • awatar Mokolet: @Mały Ja: Uwierz, że spenetrowałem swoje wnętrze na tyle doszczętnie, że podróż w głąb siebie zajmuje mi sekundę :P
  • awatar Mały Ja: No do buddyzmu to jeszcze trochę brakuje podróży wgłąb siebie a nie tylko wgłąb klubu :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ubiegłej nocy świętowałem okrągłe urodziny kumpeli. Nie za bardzo wiedziałem czego się spodziewać, bo zaproszone było 30 osób, a ja nie znałem nikogo poza jubilatką. Mieliśmy rezerwację na dwa sporej wielkości stoliki, ale zmieściliśmy się przy jednym, ponieważ w sumie było nas jedynie 10 osób (właśnie zrozumiałem dlaczego obudziłem się dziś z tak strasznym bólem głowy - wypiliśmy wszystko).

Ekipa znała się bardzo dobrze, więc początkowo jako obcy byłem trochę na uboczu i nie kojarzyłem z kogo i dlaczego grupa nabijała się w swoich rozmowach. Około 22.30 uznałem, że pora się zbierać, bo męczą mnie smalltalki, na które byłem skazany w zaistniałej sytuacji. W chwili, gdy chwyciłem za kurtkę i otworzyłem usta, by się pożegnać, wszedł "on" i przysiadł się do naszego stolika. Uznałem więc, że pójdę jedynie "zaczerpnąć świeżego powietrza", by po chwili wrócić i przez chwilę poprzyglądać się nieznajomemu.

W tak zwanym międzyczasie wypytywałem jubilatki o jej kolegę. Zaczęliśmy się śmiać, że chyba powtórzy się historia sprzed dwóch, czy trzech lat, kiedy również na jej urodzinach poznałem ślicznego chłopca, którego udało mi się wtedy zaciągnąć do łóżka.

Warunki aby i na tym evencie zaliczyć nowego przystojniaczka były całkiem niezłe - wyglądałem i czułem się naprawdę świetnie, alkohol był pod ręką, atmosfera momentalnie zrobiła się genialna. Nawet nie zauważyłem, kiedy jego ręka znalazła się na moim udzie. Uznałem, że doskonałym pomysłem będzie lekkie osunięcie się z sofy, by tą samą ręką poczuł jaki efekt wywołuje dotykanie mnie w tym miejscu.

Nawet teraz, kiedy o tym piszę, hahaha, nieważne Powiedzmy, że mam wypieki na twarzy.

Napięcie rosło. Bardzo długo nie zamieniliśmy nawet słowa, wymienialiśmy się jedynie krótkimi, ale treściwymi spojrzeniami. Alkohol wchodził coraz lepiej.

I jakoś tak nagle entuzjazm zgasł. Zacząłem sobie wkręcać, że zaczniemy od łóżka, a potem on będzie chciał więcej i więcej, ale pewnie okaże się beznadziejny z charakteru i nawet nie będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać, zatem szkoda czasu. Że ja przecież nie chcę żadnego związku, niczego od nikogo nie potrzebuję, a przecież byli tylko mnie krzywdzili i nie zamierzam przez to wszystko przechodzić ponownie.

Moje zainteresowanie nim szybko więc zmalało. Kilka chwil później usłyszałem, że napisał do jakiegoś swojego nowego kolegi wziętego chyba z Tindera. No to koleś do nas dołączył, a parę chwil później chłopaki pożegnali się z nami i wyszli.

Potańczyłem do trzeciej i wróciłem do domu.

- Drogi tarocie, co mnie czeka w najbliższej przyszłości?
- Spokój, brak zmartwień i wiosenne wieczory w pojedynkę.
  • awatar taru: Spokój, brak zmartwień i wiosenne wieczory w pojedynkę - to moje marzenie!
  • awatar Mokolet: @Noope: Jestem zbyt wrażliwy i delikatny na takie akcje. Dobrze, że rzeczywistość została zweryfikowana szybko. Mniej boli. W sumie to praktycznie wcale.
  • awatar Noope: Ja czytając początek miałem takie, że fajnie, że trochę zazdroszczę tego etapu wczesnego flirtu. Ale koniec przypomniał mi, że jednak ten światek ma tez takie oblicze :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›